I o to chodzi - Rafał Bauer Blog

Zobacz
więcej

Bothy story

Było mokro i zimno. Deszcz, po trzech dniach, właśnie przestał padać, ale wiatr nie ustępował nawet na sekundę i królował pomiędzy szarymi budynkami na skraju Cape Wrath, wywiewając wszystko pod otaczający to smutne miejsce mur. Był środek dnia, ale chmury były tak nisko, że jedynie latarka mogła wskazać drogę. John Ure, który prowadzi tam Ozon Cafe, nie spodziewał się raczej gości. Nie w taką pogodę. Ktoś jednak zapukał, a właściwie uderzał pięścią w drzwi, krzycząc coś w nieznanym mu języku. John wybiegł przed budynek i zobaczył dwóch młodych mężczyzn. Jeden z nich leżał przed drzwiami nieprzytomny. Drugi stracił przytomność chwilę później. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Randka

To nie jest parentingowy blog, który mówi jak wychowywać dzieci lub radzi, jak sobie radzić. Jest jednak jeden temat, o którym chciałbym napisać. Wszyscy ojcowie, wcześniej czy później, zastanawiają się czego oczekują od nich ich córki. To proste. Wszyscy dochodzimy do tego, że wymagają miłości, szczerości, oddania i zaufania. Czego jeszcze? To w sumie też proste do odgadnięcia - obrazu świata. I to jest najtrudniejsze. Miłość, szczerość i zaufanie to pojęcia raczej proste do zdefiniowania i albo ktoś to daje, albo nie. Ale obraz świata? Tu zaczynają się schody. Ja namówiłem swoją prawie czteroletnią córkę na wspólny wyjazd pod namiot. Ot, taka randka. 3 godziny od Warszawy. Nasz najlepszy wspólny czas i obraz świata, który, mam nadzieję, zaczął się odpowiednio kształtować. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Brat

Dzwonimy do siebie często, rzadziej się widzimy. Dzieli nas na co dzień 570 km, więc trudno byłoby wpaść do siebie na wino wieczorem. Ja opowiadam mu o swoich podbojach na północy, a on, może by chciał tak samo, ale nie wie do końca jak i czy właściwie północ jest dla niego. Pracujemy, oddajemy się swoim obowiązkom, mamy rodziny i często zapominamy o pomysłach, które się w naszych głowach rodzą po krótkiej rozmowie telefonicznej, gdy obaj wracamy z pracy do domu. Wysyłamy sporadyczne maile, znowu dzwonimy, od świeta się spotkamy na chwilę przejazdem, znowu dzwonimy, znowu mail. I tak się to wszystko toczy. Na szczęście jest wino i kiedy jedno z naszych spotkań przeciągnęło się o godzinę i dwa kieliszki za długo, do głów wpadł nam pewien pomysł. Jedziemy razem. Dwaj bracia. Jeden rozlatany i z głową w chmurach, a drugi konkretny i realista. Po winie taki pomysł był mega fajny.  
Udostępnij
Zobacz
więcej

Spokojnie nad Biebrzą

Miałem ochotę na chwilę wypoczynku i mógłbym opisywać na 100 stron powody. Chciałem dojechać na miejsce szybko, schować się w namiocie przez dwie noce i aby nikt mi nie przeszkadzał. W planie był jedynie marsz, cokolwiek do jedzenia, co można przygotować na ognisku i oczywiście wino, a to wszystko mogło sie udać jedynie nad dziką rzeką i tylko we wschodniej Polsce, dlatego wybór padł na Biebrzę. Wsiadłem w samochód i po trzech godzinach byłem na miejscu. Może to nie taki szybki dojazd, ale nie wziąłem pod uwagę szybkości pracy drogowców i genialnej organizacji ruchu, która wydłużała podróż w nieskończoność na 100-metrowych odcinkach. Jednak nie to było ważne. Czekałem na ten idealny Me Time. I za chwilę miałem się go doczekać. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Cape Wrath Trail - osobiście

To był rok 2013, kiedy pierwszy raz dotarłem na Cape Wrath. Szare zabudowania z czerwonymi elementami przebijały się co jakiś czas przez mgłę i zacinający deszcz. Stałem przez chwilę przed jedynym przejściem w kamiennym nasypie, które kiedyś było chyba wjazdową bramą, choć nigdy nie można było tu dojechać samochodem. Chyba że mówimy o busie, który odbiera smutnych turystów z mini przystani, zmuszonych przez drukowane przewodniki do zobaczenia słynnej latarni morskiej na najdalej wysuniętym na północny zachód zakątku Szkocji. Stałem tam z prawie 30-kilogramowym plecakiem zwisającym do kolan i zaciśniętymi pięściami. I mokrymi oczami. Od deszczu albo od emocji. Tak, jak dla niektórych to miejsce było jedynie punktem do wypełnienia na żałosnej turystycznej check-liście, tak dla mnie było od początku czymś szczególnym. Zostałem na noc w Ozon Cafe, słuchałem opowieści John'a, piłem dobre whisky, a rano wyryłem nożem wiadomość na kamiennej tablicy i wkopałem ją na klifie w kierunku południowo wschodnim. Wyjątkową wiadomość dla wyjątkowej osoby, której od dwóch lat już z nami nie było. Ode mnie i mojego brata. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Szwedzka Laponia

Laponia to ok. 380 000 km² obejmujących część Norwegii, Finlandii, Szwecji i Rosji. Rdzenną ludnością są Lapończycy (Saami/Sami), którzy w liczbie zaledwie 90 tys. stanowią już niestety mniejszość. Głównymi ośrodkami są Murmańsk, Kiruna, Kautokeino i Rovaniemi, miasta wbrew pozorom niczym nie ustępujące innym europejskim stolicom regionów. Co jednak kryje się poza granicami tych spokojnych miejsc? Swoją podróż rozpoczęliśmy w Kirunie i na własnych nogach postanowiliśmy odkrywać to, co Laponia ma najlepszego do zaoferowania – największe w Europie tereny dzikiej i nietkniętej w większości przez człowieka tundry i lasów sosnowych. Nie bez powodu też piszę w liczbie mnogiej. Tym razem zapuściłem się w dzikie tereny z towarzystwem i był to dla mnie bardzo trudny sprawdzian, z którym nie poradziłem sobie najlepiej. Zabolało, i to bardzo. I nie była to wina załogi. No, może trochę była.  
Udostępnij