I o to chodzi - Rafał Bauer Blog

Kampinos w 1 dzień

    |  

urbanproject

Urbanproject kolejny raz okazuje się najlepszym lekarstwem na trudy całego tygodnia. Tym razem wy...

Kampinos w 1 dzień

urbanproject

Urbanproject kolejny raz okazuje się najlepszym lekarstwem na trudy całego tygodnia. Tym razem wybór padł na Puszczę Kampinoską, gdzie najczęściej trenuję. Ten największy zielony teren w pobliżu Warszawy przyciąga gęstą siecią szlaków turystycznych wśród wydm i bagien powstałych kiedyś w korytach Prawisły. Niestety bardzo się również zabudowuje, przemieniając kolejne rejony w w zamknięte sypialnie. Na szczęście to, co w Kampinosie najważniejsze, nadal mnie zachwyca i przyciąga. Mimo weekendowych tłumów. 

Kampinoski Park Narodowy to pozostałość po Puszczy Mazowieckiej, a utworzony został w 1959 roku. W 2000 r. KPN wpisany został na światową listę rezerwatów biosfery UNESCO. Tak przynajmniej mówi Wikipedia :) Warto przypominać o takich faktach, bo duża część mieszkańców Mazowsza nie jest ich świadoma. Ja też o tym nie wiedziałem. Wiedziałem jednak o wydmach, które należą do najlepiej zachowanych wydm śródlądowych w Europie i o terenach bagiennych porośniętych pięknymi lasami olsowymi i łęgowymi. Podobno można tu spotkać łosia i rysia, ale mi niestety nie było to dane. Kampinoski Park Narodowy to również ważne miejsce w historii Polski. To właśnie tutaj odbywały się walki powstańcze w 1794 i 1863 roku, a także bliższe naszym czasom walki niepodległościowe w 1939 i 1944 roku.

 

 

Kampinos pokryty jest gęstą siecią szlaków turystycznych o długości ok. 360 km. Przeszedłem do tej pory sporą ich część w odcinkach 20-25 kilometrowych i 3 razy na całej szerokości zachód - wschód (41 km). Dwukrotnie był to szybki marsz jednodniowy, ale kilka tygodni temu wybrałem się na wędrówkę z namiotem i postanowiłem podzielić ten dystans na dwie części. Na mapie poniżej znajdziecie szczegółową trasę, która obejmuje również nocleg na polu namiotowym we wsi Cisowe, dokłądnie w połowie drogi. Rewelacyjne miejsce na nocleg. Trochę przeszkadzają ujadające psy, które pilnują rejonu agroturystyki, ale przynajmniej zawsze wiadomo, gdy ktoś zbliży się na nieodpowiednią odległość. Jest miejsce do grillowania, więc jeśli wybieracie się większą paczką, to na pewno nie będziecie się nudzić. Podział 40 km na dwie sekcje nie był dla mnie szczytem marzeń, bo zmuszałem się do tego, aby zwalniać i nie dojść na pole namiotowe zbyt wcześnie. Mimo wszelkich starań, spędziłęm większość wieczoru na bezmyślnym spoglądaniu w las i słuchaniu szczekania. Próbowałem się nawet zaprzyjaźnić z czworonogami i podarowałem im całe mięso z zupy. Bez skutku. Zjadły i odeszły do swoich obowiązków ochroniarskich przy bramie wjazdowej. 

Jeśłi chodzi o logistykę na poziomie dojazd - powrót, to nie było tu żadnych łamigłówek. Dojechałem do Tułowic samochodem, a w Truskawiu czekał na mnie kolega i odstawił mnie na miejsce, gdzie dzień wcześniej zaparkowałem i mogłem spokojnie wrócić do domu tą samą trasą. Nie sprawdzałem autobusów, bo nie na tym chciałem się skupić. Każdy z was znajdzie sposób na dotarcie do miejsca startu i wcale nie muszą to być Tułowice lub Truskaw, a trasę, którą opisuje możecie spokojnie pokonać w odcinkach i na raty lub mieszać ją z pobocznymi szlakami i stworzyć swój własny ulubiony szlak. 

Piewrszego dnia, przed wyjazdem, zjadłem solidne śniadanie w domu, więc nie musiałem się martwić o posiłek przez następne 4-5 godzin. Na sam marsz wziąłem kaloryczne przekąski, zupę w worku Profi (tylko do podgrzania), a na kolację i śniadanie kolejnego dnia świeże produkty.

Dzień 1

1. suszone owoce (morele i banany),

2. sezamki w miodzie, batony zbożowe,

3. zupa w worku Profi,

4. pomidory, jajka, pieczywo, kabanosy, herbata, miód

Dzień 2

1. parówki, pieczywo, jajka, herbata, kawa, miód, mleko w proszku,

2. suszone owoce (morele i banany),

3. sezamki w miodzie, batony zbożowe.

Drugiego dnia dojadłem w drodze powrotnej i nie, nie powiem wam co jadłem. Na pewno nic zdrowego. Nagroda nie może być zdrowa. 

Jeśli chodzi o sprzęt, to nie zabrałem zbyt wiele: plecak, namiot, śpiwór Yeti Kokon, mata, kuchenka na gaz, spork, kubek, menaszka, latarka (koniecznie), nóż, zapalniczka, wodoodporne zapałki (zawsze, polecam), kijki, butelki Nalgene, telefon, GPSMAP® 64s Garmin, kompas, mapę. 

Ubranie było tym razem dobrane do warunków pogodowych. Miało padać i być chłodno wieczorem. Zabrałem base layer, krótkie spodenki, leginsy, skarpety Merino, adidasy, buty trekkingowe, spodnie przeciwdeszczowe, kurtkę przeciwdeszczową, polar, t-shirt, pulower puchowy Yeti, czapkę, szalik. 

 

Przejście Kampinosu, lub tylko jego części, może sprawić wiele radości. Wszystko zależy od tego jak to potraktujemy i na co się zdecydujemy. Muszę przyznać, że zwalnianie tempa w ciągu dnia było trudne dla mnie, ale cieszę się, że mogłem zobaczyć więcej i zwyczajnie się ponudzić. Polecam.