I o to chodzi - Rafał Bauer Blog

Mazurski maraton

    |  

urbanproject

Mazurski maraton

urbanproject

Znacie to uczucie, gdy rano trzeba wystawić w końcu nos z ciepłego śpiwora? Gdy trzeba sięgnąć ręką po pokrytą zimną rosą butelkę z wodą by jak najszybciej przygotować mocną kawę? Gdy ogrzewacie sobie dłonie nad ogniem z biwakowej kuchenki, a potem trzymając gorący kubek tuż pod brodą uśmiechacie się pod nosem mimo znajomego, ale ciągle nie do zniesienia bólu mięśni i stawów? Jeśli nie, to przy najbliższej okazji (wiosną oczywiście, lub zimą dla bardziej odważnych) zabierajcie namiot i plecak, i ukryjcie się na Mazurach. Szczególnie, że wszędzie czuć legendę Świętego Graala.

Na Mazurach w poszukiwaniu Świętego Graala.


Mazury, to dla mnie wyjątkowe miejsce. Tam się urodziłem i tam spędziłem 18 lat swojego życia. Niemal każda droga, każdy las, wieś i miasto przywołuje wspomnienia. Czasem lepsze, czasem gorsze. W większości jednak wszystko to wywołuje przyjemne mrowienie w brzuchu. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że Mazury to jeden z najpiękniejszych regionów naszego kraju, ale nigdy nie były samodzielną jednostką terytorialną tak jak Warmia. Obejmują Pojezierze Mazurskie i Iławskie, a jej granice wyznaczają miejscowości: Grajewo, Chorzele, Lidzbark, Ostróda i Biskupiec (omijając Olsztyn). Mazurzy mieszkający na tych terenach przed II wojną światową to Prusacy, mówiący po polsku lub mazursku. Raz byli germanizowani, raz polonizowani. Pamiętam do dziś lekcje języka niemieckiego, których udzielała mi Pani Krystyna. Starsza już wtedy kobieta (ok. 70 lat) mieszkała drzwi obok. Po II wojnie światowej przetrwała akcję wysiedleńczą Mazurów i została w Kętrzynie, aby potem otrzymać obywatelstwo polskie. 

Organizacja dłuższych marszów na Mazurach była jedynie kwestią czasu. Nie chciałem tworzyć kolejnej turystycznej trasy. Moim założeniem było połączenie miejsc z dawnych lat w całość, trochę sentymentalny przemarsz przez wszystkie zapamiętane i dobrze wspominane punkty na mapie. W sumie ponad 140 km w siedem dni, schodzone pół Mazur, mnóstwo uśmiechu i jeden z lepszych treningów przed zapadnięciem w połowiczny zimowy sen. Na dole strony znajdziecie jedną z tras. Wybrałem tę najdłuższą, 44 km. Ściągnąć ją można tutaj. Prawdzimym celem był jednak Święty Graal i miejsce, w którym widziano go ostatni raz. Kielich wędrował po świecie od czasu, gdy św. Piotr zabrał go ze sobą do Rzymu. Bardzo dobra baza wypadowa dla legend, a jeszcze lepsze miejsce docelowe (Bezławki koło Kętrzyna) :) 

Mimo że trasa była pokonana latem, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić to samo zimą. Tereny Krainy Tysiąca Jezior wyglądają obłędnie, gdy są pokryte śniegiem. Jest mnóstwo klimatycznych miejsc, gdzie można się zatrzymać, a także, w przypadku ektremistów, rozbić namiot w miejscu z pięknym widokiem. Tego akurat tam nie brakuje. Cała trasa jest bardzo prosta i można ją rozbudowywać w ramach potrzeb. Oprócz Świętej Lipki, nie spotkacie na trasie wielu turystów. Wybrałem to miejsce jako punkt startowy (mimo że bazę miałem w Pilcu) z prostej przyczyny: najlepiej rozwinięta infrastruktura na całej trasie. Oprócz sprzętu, którego zwykle używacie, warto zakupić parę niezbędnych artykułów spożywczych. Po drodze są małe sklepiki, ale nie wiadomo, czy akurat nie będą zamknięte. 

Trasa jest pełna pięknych kościołów, starych cmentarzy i kapliczek. Tego nie da się uniknąć i jeśli ktoś wybiera się na Mazury, to po prostu musi do tego przywyknąć. Już na starcie, w Świętej Lipce, staje przed oczami jedno z najbardziej znanych w Polsce sanktuariów maryjnych. Ta barokowa budowla, wraz obejściem i krużgankami naprawdę robi wrażenie, a dla dopełnienia doświadczenia proponuję zostać na koncercie organowym (za darmo). Historia Świętej Lipki sięga jeszcze XIV wieku, kiedy uwolniony skazaniec szedł z Kętrzyna do Reszla i po drodze zawiesił na lipie własnoręcznie wykonaną figurkę Matki Bożej. Miejsce to później było świadkiem wielu cudów i zaczęły do niego przybywać liczne pielgrzymki. Zbudowano kaplicę, a później kościół. Święta Lipka leży przy jeziorze Dejnowo, które otoczone lasami nie zbudowało sobie dobrej renomy wśród okolicznych mieszkańców, ale wrócę do tego później. 

Z punktu startowego skierowałem się w stronę Bezławek. Moim zdaniem to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w okolicy, a szczególnie tereny kościoła (teraz katolicki, kiedyś ewangelicko - augsburski), z którym wiąże się właśnie legenda o świętym Graalu. Kościół był w XV wieku siedzibą najmłodszego brata Władysława Jagiełły, który bez powodzenia oczekiwał na koronę Litwy. Kielich miał trafić do Bezławek z Litwy, zaraz po tym, jak został wywieziony z Anglii przez dzieci zmarłego króla Harolda Godwinsona i tu ukryty w murach zamku. Od tego czasu nikt o świętym Graalu nie słyszał. Warto o tym poczytać. Kościół Znajduje się na wzgórzu w niesamowitym otoczeniu. Dodatkowo legenda powoduje, że chce się zatrzymać na dłużej i eksplorować tereny wokół kościoła, które usłane są dawno zapomnianymi mogiłami. 

Po Bezławkach skierowałem swoje kroki do Wilkowa, nad jezioro Rydwągi i w okolice wsi Lembruk, gdzie zacząłem obchodzić jezioro Kiersztanowskie - jedno z najładniejszych moim zdaniem w tej okolicy. Jest to jezioro rynnowe o maksymalnej głębokości ponad 32 metry i jest częścią szlaku kajakowego łączącego Pilec ze Świętą Lipką - łącznie 36 km. Jeszcze do tej pory pamiętam ciężkie poranki i ranne kąpiele w zimnej wodzie jeziora ;) Potem poszedłem w kierunku Burszewa i Pilca, zataczając duże koło. 

Pilec to przepięknie położona wieś z niewieloma mieszkańcami. W samym jej środku znajduje się Staw Pilecki, młyn z zaporą wodną, na której funkcjonuje elektrownia wodna. Przez wieś przepływa rzeka Dajna, wpadająca później do Jeziora Dejnowa. Zaraz obok Pilca (w stronę Świętej Lipki przy głównej drodze) jest rewelacyjne pole namiotowe z prywatną plażą. Na dnie jeziora jest zatopiony niemiecki transport wojskowy. 22 stycznia 1945 przez Świętą Lipkę biegła trasa ewakuacji sztabu 4. Armii gen. F. Hossbacha z Wilczego Szańca do Borek Sędrowskich. Urozmaicone dno i wysokie stoki powodują, że jezioro nie należy do niebezpiecznych i niestety nie wszyscy o tym pamietali, co przyczyniło się do wielu utonięć. 

Zawsze będę namawiał do odwiedzin terenów mazurskich. To jeden z najpiękniejszych zakątków polski i nieco zapomniany przez piechurów, a przecież to najlepszy sposób na zwiedzanie ;) Świętego Graala nie znalazłem, choć ciekawość została i myślę, że zgłębię ten temat w najbliższej przyszłości. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, to wiecie gdzie mnie szukać.